Wyzwanie mierzone w metrach

 

I nie kilku ani kilkunastu. To ma ich aż 8611 i nazywa się K2. Najwyższy szczyt Karakorum, drugi co do wielkości szczyt Ziemi. Marzenie wielu. Góra zdobywana przez nielicznych. Czy Polakom się uda?

Biało-czerwone Karakorum
Letnia wyprawa na K2 ruszyła 20 czerwca. Jest organizowana w ramach programu Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera, program ten jest natomiast realizowany przez Polski Związek Alpinizmu. Kierownikiem wyprawy jest Jerzy Natkański. Wszyscy himalaiści biorący w niej udział to członkowie kadry narodowej we wspinaczce wysokogórskiej PZA na rok 2017. Cel jest jasny: wejście na najwyższy szczyt Karakorum. Szczyt, z którym Polacy mierzą się od 1976 roku. Po raz pierwszy polską flagę na K2 wniosła Wanda Rutkiewicz i było to w roku 1986. Była jednocześnie pierwszą kobietą na tej najtrudniejszej górze świata. Trzeba podkreślić, że to właśnie Polacy wytyczyli lub dokończyli cztery z dziewięciu dróg prowadzących na szczyt. Jedną z nich jest tak zwana Polska Droga, którą wyznaczyli na południowej ścianie Jerzy Kukuczka i Tadeusz Piotrowski.

Mocna ekipa na letniej wyprawie
12 Polaków stanęło na szczycie K2. Nikt jednak nie stanął na nim zimą. Do niedawna dwa ośmiotysięczniki opierały się usilnym próbom wejścia na szczyt – Nanga Parbat i właśnie K2. 26 lutego 2016 roku Simone Moro, Muhammad Ali oraz Alex Txikon jako pierwsi zimą weszli na dziewiąty co do wysokości szczyt świata. Zostało tylko K2. Czy na kartach historii zapiszą się kolejni Polacy? Bardzo byśmy tego chcieli. I tym bardziej wspieramy tę obecną, letnią wyprawę. A w jej skład oprócz kierownika Natkańskiego weszli: Janusz Gołąb, Jarosław Botor, Krzysztof Wranicz i Dariusz Załuski. Janusz Gołąb dokonał pierwszego zimowego wejścia na Gaszerbrum I (razem z Adamem Bieleckim), jest także członkiem tzw. Wunder team, który dokonał serii znakomitych wspinaczek o charakterze alpejskim. Jarosław Botor to ratownik medyczny LPR, a także starszy ratownik GOPR, uczestnik wyprawy unifikacyjnej PHZ PZA na K2. Krzysztof Wranicz to lekarz TOPR, który wspinał się w Alpach, Andach i górach Nowej Zelandii. Dariusz Załuski to natomiast dwukrotny zdobywca Everestu, Lhotse, Gaszerbrum II, Cho Oyu, wszedł również na K2.

Start: baza, meta: w chmurach
2 lipca, po sześciu dniach trekkingu, wszyscy dotarli do bazy pod K2. I co najważniejsze – w świetnych nastrojach. Jak pisali w relacji uczestnicy: „Sześć dni wędrówki lodowcem Baltoro, a wyżej lodowcem Godwin Austen do bazy dały nam odczuć cały koloryt gór Karakorum”. W relacji z 12 lipca dodawali, że zakończono część wyprawy mającą na celu rekonesans drogi Kukuczka – Piotrowski pod kątem przydatności tej drogi w zimowej wyprawie. Działalność przeniosła się tym samym na drogę Basków, zwaną też drogą Cesena. 17 lipca pisali już niestety o trudnych warunkach – silny wiatr uniemożliwił działalność górską powyżej 6 tys. metrów w górę. „Teraz – ze względu na trudne warunki pogodowe – polską ekipę czeka chwila przymusowego odpoczynku. Wszyscy niecierpliwie czekają, aż wiatr się nieco zmniejszy, żeby ponownie ruszyć w górę, ku szczytowi K2!” – tak optymistycznie relację kończyli Natkański, Gołąb, Wranicz i Załuski.

Energii pod dostatkiem
Jeśli czytacie książki o wyprawach himalajskich albo sami bierzecie w takich udział, to wiecie, że bardzo ważne jest jedzenie, jakie ze sobą zabieramy. Coraz to nowsze technologie pozwalają nam wziąć na ośmiotysięczniki smak jajecznicy ze szczypiorkiem, grillowanej papryki czy owsianki z jagodami. Już pewnie nikt nie zabiera słynnych puszek z golonką, jak kiedyś Kukuczka. Dlatego tak dobrze sprawdzają się Chicksy. Pyszne, wędzone kawałki kurczaka to niezły zastrzyk energii i solidna porcja białka, tak ważne, gdy ciało podejmuje ogromny wysiłek i potrzebuje doładowania. Himalaiści je lubią, bo po pierwsze, mają pewność, że Chicksy się nie zepsują, po drugie, są najlepszym źródłem mocy, i po trzecie – smakują świetnie niezależnie od wysokości. I dlatego nie mogło ich zabraknąć w czasie tej letniej wyprawy na K2. 6 sierpnia jej uczestnicy będą wylatywać z Islamabadu do Polski. Wierzymy, że do tego czasu uda się wejść na szczyt.

zobacz inne